kup
fot. Wiktoria Dalach
robertkról

Nazywam się Robert Król. Opublikowałem kilka książek z wierszami, a ostatnia z nich, to poemat. Jestem laureatem konkursów literackich, stypendystą Miasta Krakowa, Miasta Jasła, a także stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w programie Młoda Polska.



Cztery wiersze, które zamieściłem poniżej, nie były dotąd nigdzie publikowane.
Nie wchodzą w skład żadnej z moich książek.

polka

Nic w zamian



Jestem czymś więcej niż powietrze. Czymś mniej
niż brak powietrza. A przecież nikt nie zasługuje
na taką bezdomność, na ten bezmiar, tyle rodzajów
pustki. Powiem to. Nic się nie zmienia. Gwiazdy
zawsze wyglądały tak samo. Ale i słońce, i księżyc.

To zabrzmi może trochę niepoważnie, ale jest takie
drzewo, które odwiedzam, za którym nawet tęsknię.
Kiedyś łaziliśmy po mieście, udając najlepszych
poetów. Dziś, zamiast do knajpy, chodzimy do drzew.
Ja chodzę. Odwiedzam to drzewo, kiedy kończy się

świat. A tak się składa, że właśnie się kończy. I nie
zliczę, nie wiem, który to już raz. Ale się kończy.
Na pewno. Wiem, napisano o tym mnóstwo książek.
Kilka z nich przeczytałem. Kilka komuś oddałem.
Nie chciałem pieniędzy, nic w zamian. Nic na potem.

Będziesz psem



Brudne dzieci zaglądające do piwnic, dźwig wyższy
od budynku o dwa łokcie. Nawet nie wiem czyimi
łokciami powinienem to mierzyć. Dobrze, że cię
tu nie ma. Przynajmniej nie wspomnisz o podróży
na północ, nie dotknie cię poczucie straty i myśl,

że jednak zmierzamy na południe, które we mgle
chowa się przed światem, przed nami. To właśnie
tam widzieliśmy po raz pierwszy nagłe sprawy,
dziejące się na skraju lasu, a jakby u nas, w salonie,
we wtórze dzwonów znikąd. To tam usłyszeliśmy

o dziewczynce znalezionej nad rzeką. Dlatego nigdy
więcej nie ruszysz nożem chleba, który ci podano.
Nie wrzucisz monety do sadzawki. Będziesz psem.
Wolę być psem, powiesz. Wolę leżeć gdzieś w cieniu
niż żebrać o ogień. Nawet gdyby mógł nas ogrzać.
Król posiada umiejętność fascynującego kluczenia w labiryncie metafor, kontrastowania dyscypliny formalnej z niebanalną wyobraźnią (...)

— jakub kornhauser, splot.pl —
img01

2003

gatunki śniegu
Ha!art

img02

2004

lida
Teatr Mały

img01

2005

habitat
Ha!art

img02

2009

pamięć podręczna
Ha!art

img01

2010

czternastki
WBPiCAK

img02

2014

o wchodzeniu w ogień
WBPiCAK

img01

2018

polka
Ówże

Król potrafi pisać zmysłowo i plastycznie, jak gdyby otaczającą go rzeczywistość uchwycił jako wymiar wszystkożerny, pochłaniający (...)

— roman honet, biuroliterackie.pl —

Środek nocy



Nie zdążyłem się jeszcze urodzić. Jest późny styczeń.
Mróz wchodzi na szyby tylko po to, żeby zostawić biały
ślad, przypominający wycinankę. Pies siedzi w kuchni
na parapecie i patrzy przez okno w noc, jakby chciał
policzyć wszystko to, czego tam tak naprawdę nie ma.

Po chwili słyszy nadjeżdżający pociąg. Przechyla łeb.
Chce przekląć, ale mu nie wychodzi. Na polach leży
śnieg. W kałuży na podwórku odbija się Wielki Wóz.
Wygląda jak garść szkiełek, które by można pozbierać,
schować do kieszeni i zabrać do domu. Tylko po co?

W domu nie ma jeszcze dzieci. Ojciec śpi na kanapie.
Matka wraca z delegacji. Jest środek nocy. W piwnicy
przy regałach stoi dziadek. Czegoś szuka. Coś wypada
mu z rąk na posadzkę. Właśnie przypomniał sobie
roboty w Niemczech. Dzień, w którym zaczął tęsknić.

Z uśmiechem



Nie ma tego w książkach i nigdy nie będzie. Umarli
potrzebni są tylko do tego, by spotykać mogli się żywi.
A żaden dzień niepodobny jest do nocy. A każda noc
nie chce być spokojna. Każda jedna jest nieprzespana.
Najbliżsi powtarzają, że nocą w lesie można spotkać

więcej zwierząt niż za dnia. Zatem dlaczego nikogo
przy mnie nie ma. Dlaczego długą grzywkę w drodze
z pracy szarpie wiatr. I komu o tym wszystkim mam
opowiedzieć. Z kim dech tracić. Z kim dyskutować.
Kiedy postawić znak zapytania, żeby oddał, co musi.

Nikomu, nigdy więcej, nie. A my wciąż poruszamy się
po niewidzialnych obręczach. Z punktu do punktu.
Z przystanku na kolejny. Z uśmiechem, który nic nie
znaczy, ponieważ mijamy sobie podobnych. Listopad
to miesiąc, który przyjmie wszystko. Tylko nie mnie.
lida
Jego «Lidę» i «Pamięć podręczną» mogę czytać nawet codziennie, ponieważ są one dla mnie niewyczerpalne w sensach, w tym, co mogę obserwować w utworach, które niby bardzo dobrze znam.

— henryk bereza, gazeta nagrody literackiej gdynia —